• Francis zmarł dziś nad ranem

    07.01.2014 O 7.00 (o 8.00 w Kasisi) nasz ukochany Franio ruszył w dalszą drogę. Gdy odchodził były przy nim wszystkie Siostry i starsze dzieci odmawiając koronkę do miłosierdzia Bożego. Odszedł w wielkim spokoju.

    Jego stan fizyczny pogarszał się od wczoraj, ale nie przysparzał mu cierpień. Franio po prostu spał. Gdy na chwilę odzyskiwał przytomność mówił jedynie: "Poland, Poland" (pewnie przypominając sobie swoje dyskusje o wyjeździe do Polski ze swoją od prawie trzech lat ukochaną mamą, Siostrą Mariolą, chcę wierzyć że również dlatego, że była w nim gdzieś świadomość tego, jak wiele sił z Polski w ostatnich dniach otrzymał). Czasem, widząc też modlących się przy nim ludzi, Siostry i dzieciaki, składał z nimi ręce do modlitwy, a później znów odpływał, by zebrać siły przed najważniejszą podróżą. 

    Przepraszam za tak osobisty ton, ale to był, to jest mój kochany Syn. Siedziałem i płakałem i modliłem się cały wieczór i całą noc, dostawałem smsy od wielu osób, które pisały, że czują to samo. W ostatnich godzinach była wokół Frania jakaś walka, ale teraz mimo łez jest pokój, jest gigantyczny emocjalny żal, ale duchowa pewność, że Mały jest już w naprawdę doborowym towarzystwie, że wyszedł po niego taki orszak, przy którym orszak Trzech Króli to samotny spacer. 

    Będzie jeszcze czas, żeby opisać nasze życie z Franiem i to jak wielkim ten chłopak znikąd był dla nas wszystkim darem, jak nieprawdopodobną lekcję miłości i siły życia dał nam człowiek, który jeszcze te trzy lata temu nie miał siły żyć.

    Głęboko wierzę, że ten chłopak został z nami przez tych kilka dni więcej (od Sylwestra), by do końca wypełnić swoją misję. By "kradnąc" serca tylu ludzi, oddać je swoim braciom i siostrom z Kasisi. Często podobnie udręczonym tą ziemską wędrówką jak on. 

    Bardzo chcę i on też by tego chciał, żeby Franio został z nami w naszych sercach i w tym co zrobimy teraz dla innych dzieciaków. Że to co tu przeżywaliśmy to nie były tylko emocje, ale miłość. Którą teraz wszyscy otoczycie jego rodzinę. Jesteśmy to Księciu winni. 

    Ustaliliśmy z Siostrą, że od teraz nasz House of Hope będzie nosił imię Francisa Bandy. Że zawiśnie tam jego wielki uśmiechnięty portret. Że powiesimy przy nim Wasze wspomnienia o tym, co ten Mały Wielki Człowiek był w stanie zrobić w życiu tysięcy ludzi. Wygłaszając rekolekcje z większym Duchem niż jeden ksiądz, uzdrawiając tysiące serc skuteczniej niż stu charyzmatyków. 

    Proszę Was, gdy już wypłaczecie swoje łzy, zamieścice pod tym wpisem swoje krótkie kilka zdań o Waszym spotkaniu z Frankiem. Część z nich powiesimy w HOH, wszystkie zbierzemy i w jakiejś formie wydrukujemy, może wydamy w mini książce. 

    Siedzę, ryczę i pytam cały czas Frania, czego jeszcze by chciał by to wszystko co nam dał, całe to dobro które przez niego nam się przytrafiło nie zniknęło, gdy on na chwilę zniknie nam z oczu. Ufam, że obaj wypadliśmy teraz na ten pomysł - urządzimy dzieciakom Franek Tour. Wynajmiemy autokary, zorganizujemy noclegi, wyślemy je na parę dni nad Wodospady Wiktorii, do jednego z najpiękniejszych miejsc na ziemi, w którym żadne z nich jeszcze nie było (bo nie były nigdzie). Niech się zachwycą pięknem swojego kraju i tego świata, niech się pobawią, niech ucieszą się życiem, zobaczą dzikie zwierzaki nad Zambezi. Franiu, to będzie Twój prezent dla nich, który my wręczymy! Ty się zawsze dzieliłeś wszystkimi prezentami, które Ci kupowałem z Jacobem, z Jeremiah, ze wszystkimi.

    Dziś nie mam siły i głowy na szczegóły organizacyjne, tym co będą chcieli się dołączyć podam je wieczorem lub jutro. Ale już dziś możecie zrobić coś jeszcze - idźcie do Waszego kościoła i zamówcie mszę. Za zmarłego Franka Bandę i za Dom Dziecka Kasisi. Za wszystkie dzieci i wszystkie Siostry. Jestem pewien, że Franio już jest święty i to nie on potrzebuje naszych modlitw, to my możemy prosić by modlił się za nami. Ale Jezus i on będą już dobrze wiedzieli, za kogo tę mszę ofiarować. Może za kogoś z rodziny Franka, może za któreś z dzieci, które przeszło tę drogę przed nim? 

    Przepraszam, że piszę tak długo i tak chaotycznie, ale chyba po prostu tak strasznie chcę, żeby żadna minuta życia mojego kochanego Frania nie poszła na zmarnowanie... 

    Ani Siostra Mariola, ani inne Siostry które przy nim czuwały: Jańcia, Marysia, Jolanta, Krysia, Exhilda, Faustyna ani ja nie umiemy chyba Wam powiedzieć, jak bardzo Wam za całe wsparcie dziękujemy. Siostry potrzebują go wciąż dużo, módlcie się za nie razem z Franiem! 

    Franulek, mój kochany Synku, czas od października 2011 to były najlepsze prawie trzy lata Twojego życia. Mimo choroby wiem, że trzy ostatnie tygodnie były najlepsze z tych trzech lat. Odszedłeś jako spełniony człowiek. Człowiek przez którego przemówił Bóg, który przypomniał nam, że przez każdego z nas Bóg ma mówić do świata. I że nikt z nas nie jest nieistotny. 

    Przygoda Francisa z Kasisi się dziś nie skończyła, ona się właśnie zaczyna. Kochamy Cię Franek. Czekaj tam na nas i pomóż nam teraz, Gościu, zrobić póki co na ziemi pięć procent tego, co Ty zrobiłeś. 

    Do zobaczenia, mój Książe, czekaj na mnie tam gdzie wszystko jest już na zawsze MUCH BETTER!!!

     

    Szymon Hołownia

     

    w naszej pamieci

     

     

    Partnerzy