• Pomóż się podnieść Frankowi

    26.10.2013 Potrzebujemy Waszego wsparcia. Próbujemy uratować Franka. Rokowanie jest niepomyślne, ale może stanie się cud. Zaczynamy od psychiatry - psychoterapeuty i kardiologa. Kardiologa szukamy w Polsce, psychiatra – psychoterapeuta jest w Lusace. Koszt wizyty to 80 USD. Innymi słowy: potrzeba pięciu osób, z których każda da Frankowi 50. złotych, będzie nas wtedy stać na jedną konsultację. Takich konsultacji potrzeba około 10. 

     

    Historię Franka znacie. Trafił do nas dokładnie dwa lata temu. Ze szpitala wypisano go, żeby umarł w Kasisi „otoczny miłością a nie aparatami“ (tak mówili lekarze). Franek miał wtedy 16. lat, ważył 18. kg. Był kłębkiem nerwów i jednym wielkim bólem. AIDS i powikłania wyniszczyły go niemal doszczętnie. Nie mógł jeść, spać, nie miał siły płakać, nie miał żył do podkłucia. Wszyscy skakaliśmy nad nim, realizując każdą jego zachciankę (a co chwila je zmieniał: raz chciał kurczaka, innym razem płytę koniecznie z muzyką z Botswany, za chwilę: czekoladę itd). 

     

    Po kilku dniach zorientowaliśmy się, że wyrzuca dawane mu leki. Nie chciał żyć. Pamiętam jak Siostra powiedziała mu: chcesz umrzeć? Świetnie, ale ja ci nie pozwolę umrzeć tutaj. Jeśli tak o tym marzysz – natychmiast wracaj do szpitala. We Franku coś pękło. Po raz pierwszy w życiu zobaczył, że komuś na nim zależy. Przez kolejne dwa lata stał się chodzącym aniołem. Skończył już 18. lat, poszedł do szkoły (którą zaniedbał dawno temu), przytył do 30. kg, związał się rówieśnikami. 

     

    Parę miesięcy temu pojawiły się problemy z oddychaniem (spowodowane kardiomiopatią). Frankowi obniżyła się sprawność, coraz częściej musiał wspomagać się tlenem (szybko kupiliśmy mu koncentrator tlenu, a później drugi, na zapas). Podupadł też bardzo psychicznie, wycofał się. Ja podejrzewałem, że się po prostu zakochał i wstydzi się swojej ułomności przed dziewczyną i rówieśnikami. Kłopot okazał się jednak poważniejszy. Franek znów wpadł w dół, przestał brać leki, jego stan pogorszył się dramatycznie. Podczas mojej ostatniej wizyty znów modliłem się z nim i nad nim, następnego dnia – gdy już wiedzieliśmy o co chodzi – miał kolejną trudną rozmowę z siostrą Mariolą. Znów zaczął brać leki, nawet żartować, nadal jest jednak bardzo niestabilny. To naprawdę jest płomyk, który w każdej chwili może zgasić ledwie wietrzyk. 

     

    Od najbliższego tygodnia wysyłamy Franka na specjalistyczne leczenie, chcemy by fachowiec pomógł mu ustablizować emocje, znaleźć w sobie siłę do walki z cierpieniem. Każda taka wizyta kosztuje 80 USD (takie ceny są w Lusace), a przewidujemy, że będziemy ich potrzebować około 10. Każda wizyta to więc z grubsza pięć osób, które wpłacą po 50 złotych. Konsultacje kardiologiczne będziemy robić w Polsce, na bieżąco poinformujemy Was o postępie w tej sprawie. 

     

    Żadna złotówka się nie zmarnuje, bo w kolejce do Oddziału Ratunkowego ustawiają się już też Doris (dziś okazało się, że ma dramat zamiast wątroby, a źle się czuje już od paru tygodni) i Michael, któremu będziemy musieli sfinansować bilety na przelot na badania w Polsce (i pewnie tu pokryć sporo rachunków). Jak to dobrze, że już zaraz będzie u nas to USG i będziemy mogli takie rzeczy wykrywać na bieżąco, nie prosić o niczyją łaskę... 

     

    Środki z adopcji (ja też jestem rodziną adopcyjną Franka) wspierają koszty codziennego leczenia (sam Franek bierze każdego dnia kilkanaście tabletek), takie ekstra sytuacje Siostry muszą opłacać z pieniędzy domowych (na remonty, jedzenie etc). Prosimy więc – pomożcie Frankowi... I bardzo, bardzo módlcie się za niego. 

     

    Szymon Hołownia

     

     

    Pomoc dla Franka 

    oddzial ratunkowy

    Partnerzy