Przeglądam zdjęcia z mijającego roku. Zdjęcie Marii Magdaleny w objęciach swojej mamy to dziś nasze Betlejem. Dziewczynka zawdzięcza swoje życie i ten uścisk siostrom z Kasisi. Mogła nie urodzić się przez strach, osamotnienie i brak nadziei.
— Chciałam, żeby w Kasisi powstało okno życia. Żeby każdy wiedział, że niechciane dziecko u nas jest chciane i będzie kochane — wspomina siostra Mariola.
Już jakiś czas temu Siostra Mariola nawiązała kontakt z klinikami aborcyjnymi. Nie agitowała, nie robiła pikiet, nie słała gromów, przyszła z konkretną propozycją. Kobietom, które chciały poświęcić jej chwilę, obiecała, że je wysłucha, da bezpieczną przestrzeń, pomoże, pokryje koszty wizyt prenatalnych. Na początku wybuchały śmiechem, na złość strachowi, ale kiedy dochodziło do nich, że siostra naprawdę jest po ich stronie, robiło się poważnie. Okazało się, że kiedy zagubiona w oceanie myśli i strachów kobieta, poczuje się kochana, przytulona, bezpieczna, życie nagle zmienia smak.
Mama Marii Magdaleny poczuła się bezpiecznie. Umówiła się z siostra Mariolą tak, że jak urodzi, to zostawi dziecko w Kasisi i zacznie meblować sobie życie od nowa. Obie nie będą od siebie nic więcej chciały. Obiecała słowa dotrzymać. Między skurczami porodowymi wybrała numer telefonu siostry.
– Zaraz się urodzi. Jak chcesz, żeby je nazwać? Zdecyduj. To będzie Twoje dziecko.
– Daj jej na imię Maria Magdalena – usłyszała w telefonie.
Dziewczynka przyszła na świat. Czekaliśmy na nią w Kasisi, ale po porodzie coś zaczęło się zmieniać. Maria Magdalena i jej mama wpadły sobie w objęcia i nie chciały się rozstać.
– Jednak zmieniłam zdanie – młoda kobieta nie kryła łez. Powoli zaczynała o sobie myśleć, jak o matce i człowieku szczęśliwym.
Dziś w Kasisi są obie. Młoda mama pracuje, jako pełnoetatowa mamusia. Karmi, przewija i zabawia maluchy. Nie rozstaje się też z Marią Magdaleną.
Kobieta myślała, że szczęście da jej zupełnie inne rozwiązanie. Bała się dźwignąć odpowiedzialność i niewybaczone krzywdy. Dzięki Siostrze Marioli nie skrzywdziła córki i siebie.
Takich Bożych Narodzeń dzieje się w Kasisi więcej. To zaszczyt być świadkiem kolejnych cudów. Cierpliwość, troska i wielkie serce sióstr, naprawdę potrafią zmienić wszystko.
Mateusz Gasiński